Słodki pop-up tej zimy w Warszawie: retro galaretki i warszawskie gelato

Warszawski pop-up na Starym Mokotowie - smaki dzieciństwa w nowoczesnej odsłonie. Sprawdź, jakie desery są w menu w ten weekend i jak ta historia splata się z hasłem „stay delulu”.

Retro pop-up, galaretki, Zastyga, lody Pallone, Warszawa, Warsawslook, desery PRL, smak dzieciństwa, jedzenie w warszawie, stary Mokotów, lody warszawa, polska kuchnia, stay delulu, jelly, Pinokio, desery w warszawie, jagoda zastyga, gdzie zjeść w Warszawie, mozaiki lata 60, retro styl, kreatywne desery, nostalgia smaku
Jagoda Porębska - twórczyni Zastyga, retro pop-up Zastyga x Pallone, Warszawa 2026. Photo: Warsawslook

Jak trafiłam na retro pop-up (30.01–01.02.2026) nostalgicznych smaków i estetyki w środku zimy - i poznałam Jagodę?

Może nie mam już przepięknych talerzy na ścianach i słodkiego stoliczka w kuchni. Za to mam stalowy blat, lodówę ogromną i szafki (...) . Ale to jest super, bo mogę działać w swojej przestrzeni.

Zacznijmy od początku. Kilka tygodni temu, przeglądając Instagram, zatrzymałam się przy rolce, która miała w sobie kinowy rytm. Jeszcze nie wiedziałam, o czym jest - ale miała historię, więc zostałam na dłużej. Dopiero po chwili okazało się, że główną bohaterką jest Jagoda - twórczyni Zastyga i jednych z najpiękniejszych galaretek w Polsce, a na pewno w Warszawie.

Skąd wziął się pomysł?

Retro pop-up, galaretki, Zastyga, lody Pallone, Warszawa, Warsawslook, desery PRL, smak dzieciństwa, jedzenie w warszawie, stary Mokotów, lody warszawa, polska kuchnia, stay delulu, jelly, Pinokio, desery w warszawie, jagoda zastyga, gdzie zjeść w Warszawie, mozaiki lata 60, retro styl, kreatywne desery, nostalgia smaku, mariusz Mac 1991
Retro pop-up: galaretki Zastyga x lody Pallone, Warszawa 2026. Photo: Warsawslook

Tuż przed startem pop-upu udało mi się porozmawiać z Jagodą o inspiracjach, marzeniach, pracy na własnych zasadach, oraz o szczęściu.

Pomysł na galaretki pojawił się jako zbieg okoliczności w jej życiu. Z jednej strony - zmęczenie pracą „dla kogoś”. Z drugiej - deficyt endorfin i kolorów. „Zaczęło się to wszystko od tego, że byłam w nie najlepszym nastroju. Kończyła się zima, robiło się jaśniej, pojawiało się trochę słońca - i to dało mi inspirację, żeby robić coś kolorowego, zabawnego, fajnego, żeby podnieść się na duchu. Długo też pracowałam na etacie” - opowiada.